03-06-2016 HISTORIA i SPORT, CZYLI PRZEPIS NA MĄDRĄ WYCIECZKĘ - DZIEŃ 2.


HISTORIA i SPORT, czyli przepis na mądrą wycieczkę - DZIEŃ 2.

Najważniejszym wydarzaniem drugiego dnia i całej wycieczki była impreza ‘Polska Biega’. To z myślą o niej wychowawczynie planowały ten wyjazd. Dzięki temu, że dzieciątka spokojnie przespały noc, wstały świeże, wypoczęte i pełne energii. Niektóre nawet podziękowały za to, że zostały dopilnowane/!/.

Po lekkim śniadaniu /płatki, racuszki z cukinią, kanapka z wędliną, białym lub żółtym serem, herbata z cytryną/ ponownie wyruszyliśmy na stadion. Pani Monika udała się do biura zawodów, by potwierdzić rejestrację naszej szkoły. Gdy dopełniła formalności, poprowadziła rozgrzewkę. Potem zaproponowała przejście 1200-metrową trasą biegu, by nikt się nie zgubił podczas wyścigu. Wróciliśmy na trybuny, gdzie kontuzjowani chłopcy pilnowali naszych rzeczy. W tym czasie komentator zawodów odczytał listę kilkudziesięciu zarejestrowanych szkół, z których zgłosiło się około 500 zawodników!

20 minut przed biegiem ustawiliśmy się na linii startu. Cieszyliśmy się, że mamy dobre miejsca – nikt nas nie zablokuje, bo wystartujemy jako pierwsi. Niestety, kolejni zawodnicy nie ustawiali się za nami, lecz przed nami, tak że po chwili czoło kolumny biegaczy było kilkadziesiąt metrów przed linią startu. Tuż przed biegiem organizatorzy kazali się wszystkim cofnąć, więc teraz z kolei my znaleźliśmy się kilkadziesiąt metrów za linią startu. Co za pech!

Gościem honorowym imprezy była pani Wanda Panfil-González, która w 1991 roku zdobyła tytuł mistrzyni świata w Tokio w maratonie z czasem 2:29:53. Jest jedyną Polką, której udała się ta sztuka. Nasza utytułowana sportsmenka pełniła dziś rolę startera. Równo o godzinie 11.00 dała sygnał do rozpoczęcia biegu, zawodnicy wystartowali. Tuż za nimi truchcikiem pobiegła pani Ania, która najpierw pilnowała naszego kolegę, by się nie poddał i nie zszedł z trasy, a potem – już na stadionie – została przez niego porzucona i samotnie musiała ukończyć truchtanie, natomiast on sam dostał takiego przyspieszenia, że przekroczył metę około pół minuty przed nią. Pani Ania zameldowała pani Monice, że nikt z naszych nie odpadł i że wszyscy bieg ukończyli, po czym zaczęła zbierać informacje o wynikach rusieckich sportsmenów. Oto nasze osiągnięcia:

1.Filip Czapliński – 7 miejsce spośród wszystkich biegaczy

2.Maciek Dąbrowski – w drugiej dziesiątce

3.Janek Perliński – w drugiej dziesiątce

4.Tomek Persa – 21 miejsce

5.Adrian Wajs – pod koniec 3 dziesiątki

6.Michał Mierzejewski – około 40 miejsca

7.Łukasz Wasilewski

8.Karol Polański

9.Rysio Wilner

10.Kuba Jakubowski

===============

Z podziałem na klasy wyniki wyglądają następująco:

klasa 6A

1.Maciek Dąbrowski

2.Janek Perliński

3.Adrian Wajs

klasa 6B

1.Filip Czapliński

2.Tomek Persa

3.Karol Polański

Obie wychowawczynie serdecznie pogratulowały rusieckim bohaterom i podziękowały wszystkim za to, że się nie poddali i bieg ukończyli. Po dekoracji zaproszono na poczęstunek: grill /kiełbaski, kaszanka/, serki o różnych smakach, drożdżówki, drobne słodycze i woda mineralna niegazowana. Teraz można było usiąść w cieniu i spokojnie odpocząć po emocjonujących przeżyciach.

Nie minęło 15 minut, a dzieciarnia znowu zaczęła brykać: jedni wspinali się w małpim gaju, drudzy hopsali na materacach, jeszcze inni poszli zagrać w siatkówkę. W tym czasie odbył się bieg gimnazjalistów i dorosłych. Podsumowano także konkurs plastyczny, wręczono puchary i nagrody rzeczowe. O 13.00 rozpoczęliśmy powrót do pensjonatu. Trzeba było wziąć prysznic, spakować się i posprzątać pokoje. Wychowawczynie dokonały przeglądu, znalazły śmieci pod jednym z łóżek, pod drugim czyjeś klapki, nie mogły doliczyć się hotelowych ręczników i dopiero po dłuższym czasie okazało się, że jakaś gapa spakowała go do swego plecaka. Równo o 15.00 można było udać się na obiad: żurek, kotlet schabowy, mizeria, ziemniaki i kompot.

Po obiedzie pani Monika zarządziła ostatni spacer. Poszliśmy na podchody. Gdy w najlepsze biegaliśmy po lesie, zadzwonił kierowca i zameldował swoje przybycie. Musieliśmy więc wracać do ośrodka. Pożegnaliśmy się w recepcji z przemiłą obsługą, dziękując serdecznie za miłą atmosferę.

W drogę powrotną wyruszyliśmy nieco po 18.00. Przed Mszczonowem zatrzymaliśmy się w McDonaldzie. Nastaliśmy się w długaśnych kolejkach, wydaliśmy ostatnie grosze, najedliśmy się i już gotowi byliśmy na spotkanie ze stęsknionymi rodzicami, co nastąpiło po około 30 minutach. Tonąc w objęciach mam i tatów, słyszeliśmy, że wychowawczynie na pytanie, czy byliśmy grzeczni, odpowiadały: Prawie idealni.

Anna Raniszewska